PIOTR and PAWEŁ | O tych cudownych aplikacjach randkowych
2866
post-template-default,single,single-post,postid-2866,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,side_area_uncovered_from_content,columns-4,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive

O tych cudownych aplikacjach randkowych

O tych cudownych aplikacjach randkowych

Edytuj preferencje

  • Wiek: 18-29 lat,
  • Preferencje: dyskretny
  • Wzrost: 180
  • Budowa ciała: umięśniony
  • Zdjęcia: tak

Na wstępie

To krótki przekrój tego, co możemy ustawić w popularnej aplikacji randkowej zaczynającej się literą „g”. I właśnie jej poświęcam dzisiaj (nieco pesymistyczny) wpis.

Odnoszę wrażenie, że nieświadomie traktujemy wszelkie aplikacje randkowe jak sklep, w którym wkładamy do kosza wyłącznie to, co nam się podoba. Przestajemy patrzeć na człowieka jako całość, a wyodrębniamy jego uprzedmiotowione części składowe. Oczywiście nic w tym złego, że mamy swój typ chłopaka, który nas pociąga, i który się podoba. Ja też taki mam i jego odzwierciedleniem jest Paweł. Zatracamy się jednak w ciągłym oczekiwaniu na gotowy produkt, który tworzymy skrupulatnie zaznaczając kolejne rubryki w dziale „moje preferencje”: pokaż tylko o sylwetce atletycznej, ew. umięśnionej, wzrost 179 cm, waga 77 kg… Żałuje (sic!), że brakuje jeszcze opcji typu: wstaje nie wcześniej niż o 9 rano, nosi wyłącznie koszule, używa do mycia zębów pasty marki Sensodyne…

Nie jestem na nie

Żeby nie było, że jestem całkowicie na nie wszelkim aplikacjom randkowym. Myślę jednak, że są niestety poniekąd odzwierciedleniem naszej osobowości, która skłania nas do tworzenia z jednej strony pozoru otwartości na rozmowę, a z drugiej przedkłada nad wszystko oczekiwania co do szukanego partnera bez dawania czegokolwiek w zamian. Być może to nadmierne uproszczenie, jednak właśnie to samo robimy, gdy ograniczamy „obszar poszukiwań” do tych swoich perfekcyjnych ideałów.

Wracając do mojego chłopaka Pawła. Szczerze, to nawet nie pamiętam co miał napisane na profilu kumpello. Jakoś mnie to specjalnie nie interesowało. Chciałem poznać go takim, jaki jest. Szukałem w końcu chłopaka, z którym będę spędzał resztę swojego życia. I nie mam tu na myśli życia wirtualnego z wykreowaną postacią złożoną z klocków wskazanych w Grindr. Dalej – byłem ciekawy tego, co ma do powiedzenia i jak będzie o tym mówił. To, czy pod koszulką krył się sześciopak z siłowni czy ze sklepu z piwem było sprawą drugorzędną (i nadal jest).

Z autopsji

Mnie rozczarowanie nie spotkało, bo nie miałem szczególnych wymagań. Nie oczekiwałem, że Paweł będzie np. opowiadał o sobie przez 10 minut a po tym czasie będę mógł to zrobić ja. Bo gdyby tak było, zapewne nigdy nie bylibyśmy razem. Wracając na chwilę do naszego pierwszego spotkania na żywo, to z 5 godzin siedzenia w barze przez ponad 4 godziny (to min. 80%) ja opowiadałem o sobie. Nie dałem praktycznie dojść do słowa Pawłowi. Z jednej strony byłem strasznie ciekawy Pawła. Tego, kim jest i co robi. Jak mówi (szybko, wolno, z jakimś akcentem regionalnym…). Nerwy związane z pierwszym spotkanie i cała sytuacja spowodowały jednak, że zachowywałem się nieco inaczej, niż zwykle. No, może nie do końca, bo wypieranie się przeze mnie gadulstwa nie ma najmniejszego sensu. W moim 4 godzinnym gadaniu o (prawie) wyłącznie sobie był jeszcze ukryty inny (nieświadomy) cel. Chciałem, aby Paweł wiedział o mnie możliwie dużo. Moim pragnieniem było „wyłożenie kawy na ławę”. Są zapewne ludzie, których skoncentrowane opowiadanie wyłącznie o sobie może zrazić. Według mnie to zasadniczy błąd otwartości na drugiego człowieka połączony z brakiem zrozumienia, że w nerwach (a towarzyszą one przy pierwszym spotkaniu) człowiek czasami zachowuje się nie tak, jak na co dzień. Starając się być doskonałym, tworzy obraz swojej ironii na podstawie którego pochopnie decydujemy “delete“.

Gdyby skromny Paweł nie dał mi szansy na pokazanie mojej osobowości w przyszłości, nie było by nas (i tego bloga).

Nie jest tak, że nie oczekuję

Jak bardzo bym się nie wypierał, nie jest tak, że nie miałem i nie mam dzisiaj żadnych wymagań (m.in. wobec Pawła). Byłoby świetnie, gdyby jadł owoce (zabije mnie za ten tekst), uwielbiał sushi, był ciekawy smaków i pił mniej Coca Coli. Cieszyłbym się, gdyby chociaż postawił sobie powyższe cele. Ale jest on jakim jest i to w nim kocham. A wygląd? Możemy przeżyć własne życie tak, jak chcemy. Możemy chcieć wyglądać na mięśniaków lub puszystych. Możemy też oczekiwać, że nasz partner tak będzie wyglądał. Wygląd jednak się zmienia a to, co sobą reprezentujemy już nie tak łatwo ukryć.

Nostalgicznie

Wedle wszelkich starych przypowieści, których przytaczać nie będę miłość przyjdzie sama. Szufladkowanie czy składanie swojego ideału z poszczególnych superaśnych części mija się z celem, jakim jest tworzenie związku opartego o ciekawość, rozwój i doskonalenie. Na własne życzenie tworzymy istne pole minowe do rozczarowań. Skutkiem tego może być również „przegapienie” tego jedynego, który czasami staje z nami twarzą w twarz, a którego przekreślamy, bo jest za wysoki o 3 centymetry, za chudy lub za gruby o 10 cm, za dużo lub za mało mówi… albo nie je owoców ( 😀 )

W myśl zasady „każdy człowiek ma to, na co się odważy” zaryzykuj 🙂 Ja swojej decyzji nie żałuję, i mam przy sobie cudownego chłopaka, który wcale nie musiał wpisywać się w mój wykreowany klockowy ideał. Paweł jest idealny przez swoją niepowtarzalną wyjątkowość. Ma “opcje”, których nie zaznaczysz w aplikacjach randkowych. I właśnie za to go kocham.

~ Piotrek

Na koniec puenta, które nie bierzcie do siebie:

„Największe świnie wymagają zazwyczaj od ludzi, aby byli aniołami”
– Julian Tuwim

 


Nasi patroni czytają i oglądają wcześniej

1Komentarz