PIOTR and PAWEŁ | Prawo do adopcji
1250
post-template-default,single,single-post,postid-1250,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,side_area_uncovered_from_content,columns-4,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.2.1,vc_responsive

Prawo do adopcji

Prawo do adopcji

Adopcja dzieci przez pary homoseksualne wywołuje burzę nie tylko na forum publicznym, ale i wśród osób LGBT. Najczęściej dla argumentacji „przeciw” spotkamy się z twierdzeniami:

– jak to dziecko będzie się czuło?

– społeczeństwo będzie je szykanowało, odrzuci je,

– ludzie nie są na to jeszcze gotowi,

– nie zapewni to prawidłowego rozwoju dziecka,

– dziecko nie będzie miało męskiego/żeńskiego wzorca

…i wiele innych podobnych do nich.

Swoje zdanie na temat adopcji dzieci wyraziłem już w jednym z filmików, jakie nakręciliśmy i opublikowaliśmy z Pawłem. Z jednej strony staram się spoglądać na ten problem przez pryzmat osoby LGBT, która chciałaby zostać rodzicem, ale i z prawno-społecznego punktu widzenia ze względu na wykształcenie i (może jeszcze skromne) doświadczenie

W pierwszej kolejności odpowiem sam sobie na pytanie, czy ja chciałbym się wychować w rodzinie, gdzie rodzice są tej samej płci?

Wbrew pozorom pytanie to nie ma charakteru zamkniętego, i nie da się na nie odpowiedzieć „tak” lub „nie”. I nie wynika to z mojego wymijania się od jednoznaczności, lecz z samego faktu, że byłem wychowany w rodzinie, gdzie był ojciec i matka. Nie wiem zatem, jak to jest być wychowanym w innym modelu rodziny. Poznając jednak historie poszczególnych par jednopłciowych wychowujących dzieci czy to w Polsce, czy w innym kraju mam nieodparte wrażenie, że kreowany problem to zwykła wydmuszka z wymalowanymi wyobrażeniami niemającymi oparcia w realiach. A fakty są takie, że pary jednopłciowe z dziećmi istnieją i mają się całkiem dobrze.

A czy ja mógłbym być wychowywany przez taką parę? Oczywiście, że tak. Mogłoby się przecież zdarzyć, że moja mama, albo ojciec odeszliby od siebie ze względu na orientację seksualną inną, niż deklarowaną przez dotychczasowe życie.

Jak bym się czuł? Patrząc na to pytanie mogę odpowiedzieć na jedynie z perspektywy dorosłej już osoby. Przebywanie od czasu do czasu z moim chrześniakiem oraz jego bratem, którzy nie są jeszcze nawet w wieku nastoletnim utwierdza mnie w przekonaniu, że nastawienie osobiste do osób LGBT nabywamy przez postawę społeczną ludzi, w których przebywamy. Nienawiści i homofobii nie dziedziczymy, nie jest ona wrodzona. Wraz z życiem za to otrzymujemy dar otwartości na różnorodność, która z każdym dniem jest zatracana albo ograniczana przez nakazy, zakazy, wychowanie… codzienność.

Wobec tego na argument „nie zapewni to prawidłowego rozwoju dziecka” uznałbym raczej wychowywanie przez rodziców i otoczenie w kulturze opartej na indoktrynacji. Uniemożliwia ona zwyczajną otwartość i ciekawość świata, która tak bardzo widoczna jest u ciekawskich wszystkiego świata dzieci. Tylko one potrafią z zaciekłością i zaciekawieniem bez końca dopytywać „a dlaczego?” W świecie dorosłych zatracamy to. Dzieciństwo kończy się wraz z koniecznością przyjmowania jedynie słusznych bezwzględnych racji rodziców. Osobiście mogę podziękować mojej mamie za to, że mimo rodziny katolickiej nie ograniczała mnie ona i nie zakazywała poznawania innych religii. Tak samo było z wyrabianiem światopoglądu. W domu obowiązywał pluralizm w oparciu o dyskusję i rozmowę. Skłamałbym oczywiście, jeśli przystałbym również na tym, że nie było tematów, które zostały nam narzucone, jednak wynikają one bardziej z natury bycia dzieckiem i z samego faktu chęci wychowania w ramach jakichś norm.

A te „bezwzględne” racje społeczne sprowadzają się m.in. do hipotezy, że społeczeństwo w Polsce nie jest jeszcze gotowe na model rodziny z dwoma ojcami, lub dwiema matkami a przez to dzieci będą szykanowane w szkole, na podwórku, wśród znajomych itd. Ale – za przeproszeniem – kiedy i jak ma dokonać się ta zmiana społeczna? Argument ten jest powtarzany bez końca i nadal będzie, skoro nie stawiamy żadnego kroku ku jego zmianie. Czy nastawienie zmieni się po wprowadzeniu możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne? Oczywiście, że nie! Zmieni się ono, jeśli społeczeństwo będzie edukowane w tym aspekcie. Tylko jak edukować ludzi, którzy swoje podejście do tej tematyki traktują swój światopogląd jako jedyny prawidłowy i nienaruszalny? Krokiem na przód będzie otwarte życie takich rodzin w społeczeństwie. Czasami jedynie bezpośredni kontakt z rodziną o innym modelu niż obecnie społecznie przyjęty w Polsce mógłby pomóc w zrozumieniu, że taka rodzina jest po prostu normalna.

Co się zaś tyczy męskiego i żeńskiego wzorca. Jak już wspominaliśmy z Pawłem w filmiku, dzisiaj prawo nie ogranicza możliwości adopcji dzieci wyłącznie przez małżeństwa heteroseksualne. Nikt nie zabrania adopcji dzieci chociażby przez singli. Idąc dalej, czy powinniśmy odbierać dzieci rodzinie, gdy jeden z rodziców umrze (nawet przed urodzeniem dziecka)? A może powinniśmy zakazać adopcji dzieci przez pary, które nie mogą ich począć w sposób naturalny ze względu na chorobę? Bo w końcu – zgodnie z teorią społeczeństwa – tylko ciąża buduje u matki i ojca rodzicielstwo i dalej idące instynkty. Wiemy przecież, że tak nie jest. Gdybym dzisiaj stał, jako dziecko przed perspektywą wychowania się bez rodziny, a możliwością bycia kochanym nawet przez dwóch ojców – wybrałbym to drugie. Skoro moich dwóch potencjalnych ojców przeszłoby przez wszystkie etapy procedury adopcji dziecka (aspekt społeczny, prawny, ekonomiczny, psychologiczny itd.) i specjaliści stwierdziliby, że mogą oni być rodzicami bez negatywnych tego konsekwencji dla dziecka, to jaki w tym problem? Czerpanie wzorca żeńskiego w rodzinie z dwoma ojcami (i odwrotnie), podobnie, jak to ma się w przypadku starających się o adopcję singli badany mógłby być chociażby przez fakt posiadania dalszej rodziny – rodzeństwa adoptujących czy dziadków.

Tematu tego oczywiście nie wyczerpię sam, podobnie jak mój głos w sprawie nie zmieni nic w podejściu wypracowanym przez przeciwników wszystkiego. „Dobra zmiana” nie zajdzie, aż nie rozpocznie się merytoryczna dyskusja, o którą niestety tak trudno ostatnimi czasy. Adopcja dzieci jest nie tylko tematem kontrowersyjnym, ale i niechętnie podejmowanym przez same środowisko LGBT; takie przynajmniej mam wrażenie. A wynika to być może z obawy, że pogrąży on wszystkie inne postulaty, z jakimi zmierzamy się w obecnym czasie (np. związki partnerskie, tudzież małżeństwa). Sprowadza się to jednak do unikania nieuniknionego. Bo właśnie przy okazji rozmów o związkach partnerskich przeciwnicy wyciągają argument, że jest to kolejny krok, aby te pary mogły adoptować dzieci, na co oni się nie zgadzają. Wtedy następuje wycofanie w postaci kontrargumentu, że wcale tak nie jest. Dlaczego nie, skoro walczymy o zrównanie praw?! Walka o prawa osób LGBT, to nie jest walką o uzyskanie przywilejów. Przejawem przywileju byłoby, gdyby prawa osób LGBT pozwalały na więcej, niż pozwala prawo „przeciętnemu Kowalskiemu”.  A o to nie postulujemy!

Prawo do życia w rodzinie jest prawem każdego dziecka. I traktowane ono winno być jako priorytet przy rozmowach i dyskusjach o adopcji przez pary homo- i heteroseksualne. Nie uważam, że byłbym lepszym ojcem, gdybym wbrew sobie wziął ślub z kobietą tylko dla ciąży lub adopcji. Wtedy moglibyśmy mówić o krzywdzie dziecka i jego uprzedmiotowieniu. Odpowiedzialnością jest gdy dwoje świadomych, dojrzałych i dorosłych osób podejmuje decyzję o adopcji, rodzicielstwie, a tym samym o wzięcie odpowiedzialności za dziecko na resztę jego życia nie ze względu na własne widzi misie, lecz człowieczeństwo.

~ Piotrek

6 komentarzy
  • Matteus
    Opublikowano 19:26h, 07 kwietnia

    Genialny artykul. Zgadzam sie z tym co napisales … Bardzo ciesze sie ze poruszyles tak ciezki temat dla Polakow oraz dla spolecznosci LGBT. Czasami wole w ogole sie nie wypowiadac nt. w towarzystwie bo ludzie tego nie rozumieja i zawsze uzywaja jednych i tych samych argumentow a ja czuje sie jakbym popelnil jakies przestepstwo popierajac adopcje LGBT. Im czesciej temat bedzie poruszany tym lepiej poniewaz ludzie boja sie tego co nieznane jeszcze kilka lat temu tak bylo z homoseksualizmem. Ja z moim narzeczonym jestesmy juz razem 7 lat i chcemy miec wielka rodzine, chcemy miec szkraba badz kilka szkrabow ktorymi bedziemy mogli sie opiekowac czy przekazac jakies wartosci. I kiedys na pewno bede chcial wziac i pokazac moim dzieciom polske ale na pewno tolerancyjna i przyjazdna rodzina LGBT. Dlatego bardzo dziekuje za ten artykul raz jeszcze.

  • Marcela
    Opublikowano 21:53h, 07 kwietnia

    Całkowicie się z Tobą zgadzam i nie widzę żadnego powodu, dla którego para homoseksualna nie mogłaby adoptować dziecka, pod warunkiem oczywiście przejścia całej procedury adopcyjnej. Sam fakt bycia homo czy hetero w żaden sposób nie determinuje, czy ktoś nadaje się na rodzica. Chociaż jestem hetero i wychowuję dziecko, które urodziłam, to cytowany przez Ciebie argument o zagrożeniu szykanami jest mi bardzo bliski, choć zupełnie z innych powodów. Jestem ateistką i kiedy informuję bliskich, że nie zamierzam chrzcić dziecka, słyszę dokładnie ten sam argument, że robię dziecku krzywdę, bo będzie szykanowane. Czy to jest wina rodziców-homo czy rodziców-ateistów, że ich dzieci są narażone na złe traktowanie? Czy może raczej wina rodziców-hetero i rodziców-katolików, że ich dzieci prześladują tych, którzy są inni? Jak sam piszesz, żadne dziecko nie rodzi się z zestawem uprzedzeń, lecz chłonie je z otoczenia.

  • crashoverride34
    Opublikowano 05:31h, 08 kwietnia

    Pary homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji dzieci. Tysiące dzieci pozbawionych rodzin żyje w domach dziecka. I taka sytuacja przeciwnikom adopcji nie przeszkadza. Przeszkadza im za to, że pary homoseksualne chciałyby mieć prawo do adoptowania dzieci. W odniesieniu do naszego kraju widzę ciemność. Nie sądzę żeby w jakimkolwiek dającym się zdefiniować czasie powstało prawo umożliwiające takie adopcje.

  • Carlo Strzelecki
    Opublikowano 11:32h, 08 kwietnia

    Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami!!! Dlaczego dzieciom z domów dziecka mamy odbierać możliwość życia w pełnym ciepła domu tylko dlatego, że miałby to być dom z tęczową rodziną? To niedorzeczność! Taka rodzina także może być szczęśliwa!

  • Jarek
    Opublikowano 23:24h, 10 kwietnia

    Rozważanie czysto teoretyczne. Na rynku brakuje dzieci, które spełniają przesłanki do przysposobienia, władza rodzicielska w stosunku do większości dzieci przebywających w ośrodkach opiekuńczo-wychowawczych jest tylko ograniczona. A problem sam zniknie w przypadku zalegalizowania małżeństw homoseksualnych, trudno sobie wyobrazić, by jako takie były pozbawione prawa do adopcji. A właściwie długo nie zniknie, bo wymagałby zmian w konstytucji, a na to się nie zanosi.

  • Marzena
    Opublikowano 16:00h, 30 sierpnia

    Zgadzam sie w 100%! Jestem heretyczka i sama wychowuje cały czas syna bez udziału ojca lub jakiegokolwiek innego mężczyzny . Wiec syn nie ma prawidłowego wzorca rodziny . Ale …. nie różni sie od innych dzieci , jest taki sam , wie kto to mężczyzna , wie kto to kobieta , a nawet mimo swego wieku wie kto to homoseksualista ?, gdyż uczę go akceptacji i tolerancji . Uwazam , ze każdy ma prawo do adopcji dzieci i wręcz dzieci. Wiec i Wam życzę abyście doświadczyli tak cudownego daru byciem “tata”, tym bardziej , ze to Pawła marzenie